Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Bo oto grzesznicy łuk napinają, kładą strzałę na cięciwę, by w mroku razić prawych sercem” (Ps 11,2).
Dawid nie opisuje otwartej bitwy. Opisuje coś znacznie bardziej przerażającego — zasadzkę. Wróg nie walczy twarzą w twarz. Czai się. Celuje. Czeka na moment twojej słabości. Brzmi znajomo?
Hejt w komentarzach. Plotka puszczona „przypadkiem”. Manipulacja, która wygląda jak troska. Współczesne strzały nie świszczą — szeleszczą w wiadomościach, skrywają się za uśmiechami, uderzają, gdy najmniej się spodziewasz.
Jezus znał ten ból. Judasz pocałunkiem. Faryzeusze podchwytliwymi pytaniami. Tłum, który w niedzielę wołał „Hosanna”, a w piątek „Ukrzyżuj.” „Oto Ja was posyłam jak owce między wilki” (Mt 10,16) — powiedział uczniom. Nie obiecał, że strzały nie polecą. Obiecał, że nie polecą na próżno.
Bo prawość serca — to tarcza, której mrok nie przebije.
Jezus obiecuje: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości” (Mt 5,10). To nie jest pobożne „wytrzymaj, będzie miło”, tylko deklaracja, że każda rana przyjęta z miłością i wiernością staje się miejscem szczególnej bliskości z Nim. Tam, gdzie świat próbuje zniszczyć twoje serce, On je hartuje, by mogło kochać dojrzalej, a nie twardnieć.









