Kochani, z wielką radością dzielę się z Wami owocami naszej wspólnej drogi. Razem z ekipą „ludzi dobrej woli” podjęliśmy się wielkiego wyzwania: przygotowania autorskich wersji muzycznych do wszystkich 150 psalmów.
W tym tygodniu nasze serca prowadzi Psalm 17 (w newslettera psalmowym). Dlaczego ten projekt jest dla nas tak ważny?
Czyste Słowo: Nagrania opieramy wyłącznie na tekście biblijnym, bez żadnych dodatków. Dzięki temu słuchając, po prostu się modlisz.
Ludzie z pasją: Za każdym teledyskiem stoi ekipa, która w obraz wkłada całe swoje serce.
Trzy wymiary głębi: Tekst, muzyka i obraz łączą się w jedną drogę, by Słowo mogło przemówić do nas jeszcze silniej.
To dzieło rośnie dzięki Wam! Z całego serca dziękuję każdemu, kto wspiera rozwój modlitwy psalmami, budowę aplikacji Psalmoteka oraz nasze pozostałe inicjatywy. Wasze wsparcie to realna pomoc w niesieniu Ewangelii dalej.
Chcesz stać się współtwórcą tych dzieł? Zapraszam Cię do mojej społeczności na Patronite:
Życie bywa jak wędrówka po lodzie – jeden fałszywy ruch i leżymy na łopatkach. Psalmista mówi o stabilności, która nie wynika z jego siły, ale z trzymania się właściwego szlaku. W psychologii nazywamy to rezyliencją – umiejętnością zachowania pionu mimo przeciwności. Chrystus, ogłaszając się „Drogą”, nie obiecał, że będzie płasko, ale że każdy krok ma sens. Stabilność emocjonalna zaczyna się tam, gdzie kończy się próba zadowolenia wszystkich wokół. Gdy wiesz, dokąd idziesz, opinie postronnych przestają podcinać Ci nogi.
Druga książka z serii „Psalmoterapia w praktyce” LUSTRO PRZECIWNOŚCI oddana już do wydawcy, a oto fragment ze wstępu. Dajcie znać w komentarzu, czy czekacie na tę pozycję:
Ze wstępu:
„Gdzie szukam Boga? Pamięć to przedziwny mechanizm. Zazwyczaj płata nam figle, przesiewa wydarzenia przez gęste sito i zostawia tylko jakieś strzępy, wyblakłe pocztówki z przeszłości. Ale są takie momenty, które zapadają w pamięć tak mocno, że czujesz ich zapach i ciężar nawet po wielu latach. Widzę to jak dziś: długi korytarz w starym domu rekolekcyjnym – ten specyficzny zaduch starego drewna wymieszany z wonią pasty do podłóg – i cisza, która aż dzwoni w uszach, przerywana jedynie rytmicznym szelestem habitów. Stałem tam, próbując zebrać myśli, gdy podeszła do mnie matka przełożona. Przywitała mnie, ale już na samym wstępie, bez żadnych ceregieli, zaznaczyła: „Wie Ojciec, mam tu trochę trudny materiał formacyjny z tymi siostrami. Dużo między nimi napięcia, konfliktów, zawiść, wieczne pretensje, jakieś stare żale, ogólnie mówiąc: trudności relacyjne. To jest naprawdę ciężki kawałek chleba”. A ja, wtedy jeszcze pełen młodzieńczego zapału, rzuciłem z uśmiechem: „Spokojnie, siostro, damy radę, z Bożą pomocą jakoś to ugryziemy”. Ale w środku, tam głęboko w żołądku, czułem już ten specyficzny ucisk, który mówi ci, że zaraz wejdziesz prosto na pole minowe. Kiedy weszliśmy do sali, powiedziałem: „Siostry, zacznijmy od modlitwy i oddajmy ten czas w ręce Bożej Opatrzności”, i uniosłem dłoń do znaku krzyża. „W imię Ojca…”. I wtedy stało się coś niesamowitego. Jakby ktoś pociągnął za niewidzialny sznurek… Wszystkie siostry jednocześnie odwróciły głowy w stronę krucyfiksu na ścianie. Synchronicznie, mechanicznie, niemal nabożnie odwróciły się od siebie nawzajem, żeby patrzeć na kawałek drewna. Ten ruch był czymś więcej niż tylko odruchem pobożności. To była potężna metafora naszej ludzkiej kondycji. Uświadomiłem sobie wtedy, jak o wiele bardziej bezpiecznie się czujemy, celebrując wiarę zwróconą ku symbolom, niż ryzykując odkrywanie jej w obliczu drugiego człowieka. Łatwiej jest przeżywać religijność wobec przedmiotów: krzyża, obrazu, figury czy zapalonej świeczki. Prościej jest przecież uklęknąć przed ołtarzem, niż usiąść naprzeciw kogoś, kto nas irytuje, i wytrzymać jego spojrzenie, jego historię, jego inność. Łatwiej podziwiać świętość na kolorowych witrażach albo w lukrowanych życiorysach, niż szukać jej śladów w sercu współsiostry z pokoju obok, która rano nie odpowiedziała „Szczęść Boże” czy „Dzień dobry”.
[…]
„Od terapii do transformacji
W pierwszej książce z serii Psalmoterapia w Praktyce – Lustro duszy – podzieliłem się z czytelnikiem pięcioma wielkimi odkryciami związanymi z modlitwą psalmami. Pisałem tam o egzystencjalnym czytaniu, które pozwala zobaczyć w historii Dawida swoją własną. O wymiarze paschalnym, czyli odczytywaniu psalmów przez pryzmat cierpienia i zmartwychwstania Jezusa. O ucieleśnieniu modlitwy, która nie zostaje tylko w głowie, ale schodzi do trzewi, do ciała, prowadząc do łez i drżenia rąk. O psalmach jako alfabecie modlitwy, czyli „aż i tylko” podręczniku do modlitwy naszym życiem. I wreszcie o kontemplacji, o tej drodze ku prostocie trwania, gdzie słowa stopniowo ustępują ciszy. Ale jest jeszcze szósty ważny wymiar. Ten, który przez lata sam odkrywałem po omacku, bo nikt mi o nim nie powiedział: wymiar terapeutyczny. Jednak od razu muszę powiedzieć, co przez to rozumiem, a czego nie rozumiem. Gdyż wielu ludzi, gdy słyszy „terapia duchowa”, wyobraża sobie jakieś cudowne uzdrowienie. Przeczytasz psalm, odmówisz Różaniec i depresja czy trauma zniknie, lęki odejdą. To tak nie działa. Psalmy nie są cudowną tabletką, raczej działają jak długotrwała rehabilitacja po wypadku. Działają powoli, głęboko, często niepostrzeżenie. Czasem przez miesiące nic się nie zmienia, a potem nagle orientujesz się, że potrafisz oddychać w miejscach, w których wcześniej się dusiłeś. Chcę to powiedzieć jasno, bo zależy mi na uczciwości wobec siebie i innych: modlitwa psalmami nie zastępuje psychoterapii. Nie zastępuje leczenia psychiatrycznego i profesjonalnej pomocy, gdy jest ona potrzebna. Dojrzała duchowość nie konkuruje z nauką ani medycyną. Ona idzie obok. Czasem przed, czasem po, czasem razem. Jak dwie ręce jednego ciała”.
[…]
„Z czasem zacząłem rozumieć, że psalmy nie są jedynie terapią w sensie psychologicznym. Nie chodzi tylko o to, żeby lepiej się poczuć, przestać cierpieć, wrócić do równowagi. Psalmy prowadzą głębiej, do przemiany. Terapia psychologiczna pomaga funkcjonować. Jest ważna i potrzebna. Jednak duchowość idzie dalej. Zmienia nas od środka. Psalmy robią jedno i drugie. One pomagają przetrwać. Nazywają ból, dają język cierpieniu, przywracają relację z Bogiem w chwilach, gdy wydaje się zerwana. Ale równocześnie prowadzą dalej. Ku innym oczom, uszom i innemu sercu. W psalmach nie chodzi tylko o to, żeby przestać bać się ciemności. Chodzi o to, żeby nauczyć się w niej widzieć Boga. „Nawet ciemność nie będzie mrokiem dla Ciebie: noc jak dzień zajaśnieje, a ciemność będzie jak światło!” (Ps 139, 12) To nie jest negowanie ciemności, ale zmiana perspektywy. To wiara, że Bóg jest tam, gdzie nam się wydaje, że Go nie ma. I to jest najgłębszy terapeutyczny wymiar psalmów. Nie psychologiczny, ale duchowy. Nie chodzi o to, żeby wrócić do tego, kim byliśmy przed kryzysem. Chodzi o to, żeby stać się kimś nowym. Kimś, kto przeszedł przez dolinę cienia śmierci i wciąż żyje. Kimś, kto zna smak rozpaczy i nie umarł. Kimś, kto nauczył się ufać nie dlatego, że wszystko jest łatwe, ale dlatego, że Bóg jest wierny. Nawet wtedy, gdy Go nie czujemy. Tradycja chrześcijańska mówi o przebóstwieniu, theosis. O tym, że celem życia duchowego nie jest tylko poprawa, ale przemiana. Stanie się tym, kim naprawdę mamy być – ikonami Boga. Psalmy są jedną z dróg do tej przemiany. Powolną, wymagającą, bolesną, ale prawdziwą. Jedno czytanie psalmów nie usunie depresji. Traumy nie wyleczy jeden psalm. Psalmy nie sprawią, że wszystko nagle będzie dobrze, jednak jak nikt inny mogą towarzyszyć w procesie uzdrowienia. Mogą być głosem, gdy nasz głos milknie. Mogą być nadzieją, gdy nadzieja gaśnie. Mogą być modlitwą, gdy nie potrafimy się już modlić. I w tym właśnie tkwi ich moc. Nie w tym, że zmieniają rzeczywistość, ale w tym, że zmieniają nas”.
Już wkrótce!
Kwiatek, P. (2026). „Lustro przeciwności”. Edycja Świętego Pawła).
Choćbyś badał me serce, nocą mnie nawiedzał i doświadczał ogniem, nie znajdziesz we mnie nieprawości (Ps 17,3).
Noc to czas, kiedy demony przeszłości i lęki o przyszłość atakują najmocniej. W ciszy sypialni nie da się zagłuszyć sumienia serialem czy pracą. Psalmista idzie jednak o krok dalej – on sam zaprasza nocnego Gościa do przeprowadzenia inspekcji serca. To radykalna pewność siebie, która wynika z czystości intencji, a nie z braku błędów. Jezus w Ogrójcu również przechodził swoją nocną próbę, pokazując, że w największym mroku wykuwa się najczystsze złoto charakteru. Jeśli Twoje sumienie pozwala Ci spać spokojnie, masz skarb cenniejszy niż jakikolwiek przelew na konto.
Zaczynamy podróż z tekstem, który jest jak wykrywacz kłamstw dla duszy. Psalm 17 to desperacki krzyk człowieka, który nie ma już nic do ukrycia i staje przed Bogiem w pełnym świetle. W świecie filtrów na Instagramie i korporacyjnych masek, ten werset uderza jak zimny prysznic. Jezus wielokrotnie powtarzał, że tylko prawda nas wyzwoli, a tutaj widzimy tę wolność w praktyce. To modlitwa kogoś, kto wie, że autentyczność to jedyna waluta, która ma wartość w Niebie. Zamiast budować wizerunek, autor buduje relację opartą na „nieobłudnych wargach”. To zaproszenie do życia, w którym to, co mówisz, jest lustrem tego, co czujesz.
Odkryj Bożą obecność dzięki spokojnej, współczesnej aranżacji Psalmu 139. To idealna przestrzeń do medytacji, adoracji i duchowego odpoczynku. Niech pełne mocy Słowo poprowadzi Cię w głąb serca.
Jeśli moje nagrania pomagają Ci w codzienności, rozważ wsparcie rozwoju tego kanału. Każdy gest pomaga mi tworzyć dalej na Chwałę Panu! 🔹 Patronite:patronite.pl/br.Piotr_Kwiatek
Dlatego cieszy się moje serce, dusza się raduje, a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie” (Ps 16,9).
Duchowość biblijna nie jest oderwana od rzeczywistości – jest głęboko psychosomatyczna. Psalmista doświadcza radości, która obejmuje całego człowieka: emocje („serce”), głębię ducha („dusza”) i fizyczność („ciało”). To jest definicja biblijnego shalom – pełni pokoju. We współczesnym świecie często traktujemy ciało instrumentalnie, jako maszynę do pracy lub obiekt kultu. Tymczasem nasze ciało „pamięta” stres, lęk, ale też potrafi „spoczywać bezpiecznie”, gdy duch jest w pokoju z Bogiem. Ten werset to także proroctwo zmartwychwstania (cytowane przez św. Piotra w Dziejach Apostolskich) – skoro Chrystus zmartwychwstał cieleśnie, nasza fizyczność ma wieczne znaczenie. Troska o harmonię ducha i ciała to zadanie duchowe.