Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. (Ps 33,6).
To nie jest poetycka hiperbola ani literacki ornament. To kosmiczna rzeczywistość zamknięta w jednym zdaniu. Psalmista dotyka tu tajemnicy Boga, który nie buduje świata mozołem rąk, ale stwarza go… oddechem. Pojawia się tu słowoRuah– tchnienie, wiatr, Duch. To ten sam żywioł, który na początku unosił się nad bezmiarem wód, i ten sam Duch, który wieki później zstąpił na Jezusa w Jordanie. Boże tchnienie ma moc sprawczą: tam, gdzie się pojawia, chaos zamienia się w kosmos, a pustka w życie.
W świetle tego wersetu Twoje istnienie przestaje być przypadkową anomalią w zimnym wszechświecie. Nie jesteś biologicznym błędem statystycznym. Jesteś bezpośrednim owocem Bożego wydechu. To oznacza, że każdy Twój wdech i wydech – nawet ten łapany w locie, w stresie, w zmęczeniu – jest cichym, biologicznym dowodem na to, że jesteś chciany. Bóg nieustannie podtrzymuje Cię przy życiu swoim własnym oddechem. Może czas na chwilę się zatrzymać, zsynchronizować swój rytm z JegoRuahi po prostu pozwolić sobie być?
Oddychasz. To znaczy: Bóg nie przestał cię podtrzymywać.














