Piotr Kwiatek OFMCap

Lustro duszy… fragment wstępu

„Król Dawid w Biblii jawi się jako bohater wiary, wojownik, poeta. Ale im dłużej się w niego wpatrujemy, tym bardziej widzimy człowieka, który nosi w sobie pęknięcie takie samo jak my. W jego życiu jest wszystko: zwycięstwa i klęski, modlitwa i grzech, odwaga i tchórzostwo. I może właśnie dlatego Dawid jest tak bliski: bo jest prawdziwy. Nie jest spiżowym pomnikiem, tylko człowiekiem, którego Bóg nazwał „człowiekiem według swego serca” (1 Sm 13,14), choć to serce nieraz się łamało.

Wyobraźmy go sobie dziś. Może siedziałby w kolejce do psychoterapeuty przygarbiony, z oczami wbitymi w podłogę, z głową ciężką od wspomnień, które wracają nocą. Chłopak z harfą, który kiedyś swoją muzyką koił zranionego króla Saula (1 Sm 16,23). Młody wojownik, który pokonał Goliata jednym ciosem procy, a potem bez wahania uciął mu głowę (1 Sm 17,51). Władca, który potrafił tańczyć przed Arką Przymierza w szalonej radości, nie dbając o to, co pomyślą inni (2 Sm 6,14). I ten sam człowiek, który pożądał cudzej żony i posunął się do morderstwa, by ukryć swój grzech (2 Sm 11,15). Psycholog powie: konflikt wewnętrzny, mechanizmy obronne, trauma, ambiwalencja itd. Człowiek wierzący powie: grzesznik, który kocha Boga tak bardzo, że nie potrafi żyć bez Jego miłosierdzia. Dawid jest jednym i drugim i w tym tkwi jego siła. On zna smak pychy i gorycz upadku. I wie, co to znaczy podnieść oczy do Boga, kiedy wszystkie mosty za plecami płoną.

W psalmach Dawid nie uprawia teologii zza biurka. On modli się całym sobą, czasem na kolanach, czasem z twarzą w prochu. „Jestem nad miarę wyczerpany i złamany; skowyczę, bo jęczy moje serce. Przed Tobą, Panie, wszelkie me pragnienie i moje wzdychanie nie jest przed Tobą ukryte” (Ps 38,9–10). To nie jest poezja dla efektu to ból, który stał się modlitwą. To krzyk, który mógłby dziś rozbrzmieć w gabinetach terapeutycznych, w salach szpitalnych, w ciemnych pokojach, gdzie ktoś walczy o nadzieję. Każdy z nas ma w sercu taki psalm. Nie zawsze umiemy go wypowiedzieć na głos, ale on tam jest pulsuje pod skórą. I może właśnie dlatego Dawid jest nam tak bliski: bo uczy, że przed Bogiem nie trzeba grać roli. Można przynieść wszystko radość i wstyd, miłość i zdradę, wiarę i zwątpienie. On sam wiedział, że serce rozdarte może być jednocześnie sercem wybranym.

Widzę w Dawidzie cały wachlarz emocji, jakie może unieść ludzkie serce od paraliżującego strachu, przez gniew i bunt, aż po radość i uniesienie. Jeszcze bardziej jednak widzę w nim serce, które w tych emocjach nie zamyka się w sobie, lecz otwiera się w szczerym dialogu z Bogiem. To właśnie w tym, moim zdaniem, kryje się klucz do psalmoterapii: Dawid pokazuje, że modlitwa nie jest grzecznym, poprawnym monologiem, ale żywą rozmową czasem pełną krzyku, czasem cichą jak szept z Tym, który zna nas lepiej niż my sami. Jako psycholog i jako człowiek wierzący, który wie, że Bóg nie jest teorią, widzę w psalmach Dawida coś więcej niż jedynie katharsis czy artystyczną ekspresję dostrzegam szkołę słuchania i autentycznej duchowości. Uzdrowienie serca nie dzieje się tylko wtedy, gdy wylewamy przed Bogiem to, co w nas trudne, mroczne i niewypowiedziane. Dokonuje się także wtedy, gdy w tej szczerości potrafimy milknąć, słuchać i pozwolić, by Jego Słowo, Jego oddech, Jego Duch nastroił nasze rozedrgane struny jak niegdyś Dawid stroił swoją harfę”.

Kwiatek, P. (2025). Lustro duszy. Psalmoterapia w praktyce (w przygotowaniu).

😊Duch ochoczy nie jest dla wybranych!

✝️ #PsalmNaDzień
„Przywróć mi radość z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ochoczym! (Ps 51,14).

Bywa, że modlisz się, ale bez życia. Idziesz do kościoła, ale z poczucia obowiązku. Mówisz „wierzę”, ale w sercu pusto. Radość zniknęła. Psalmiście też się to przydarzyło. Nie woła: „daj mi nową wiarę” on chce odzyskać to, co kiedyś miał: radość zbawienia”. Czyli to wewnętrzne światło, które czyni z relacji z Bogiem nie ciężar, ale oddech. Radość zbawienia to nie chwilowy entuzjazm, ale niewzruszona pewność, że bez względu na wszystko – jestem w rękach Boga. To wołanie człowieka, który zna już gorycz grzechu, wypalenie religijne, duchową depresję. I wie, że bez „ducha ochoczego” nie podniesie się z kolan.

Jezus mówi: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11). Nie połowiczna lub udawana ale pełna. Tylko że czasem trzeba ją odzyskać. Może dziś PSALMEM TYGODNIA w 1W1 pomódl się również o DUCHA OCHOCZEGO i o RADOŚĆ ZE ZBAWIENIA! Jej nikt nie może zabrać, ona może być tylko zapomniana.

PYTANIA DO SERCA:
👉 Czy Twoja wiara dziś Cię niesie… czy przygniata?
👉 Jaką radość kiedyś miałeś z relacji z Bogiem, a dziś o niej zapomniałeś?
👉 Kto lub co gasi w Tobie ducha ochoczego?

Masz prawo się zmęczyć ale nie warto się poddawać. Czasem najświętsza modlitwa to jedno zdanie: „Boże, pomóż mi znowu się cieszyć Tobą i w Tobie”.

Błogosławionego dnia w łączności 1W1.

🟢 MODLITWA PSALMAMI – 5 WIELKIE ODKRYCIE

DROGA DO KONTEMPLACJI

„Jednym z największych zaskoczeń na mojej drodze modlitwy psalmami było odkrycie, że kryją w sobie o wiele więcej niż tylko głęboką teologię, piękną wizję człowieka czy wymiar terapeutyczny. Zrozumiałem, że mogą stać się bramą do kontemplacji do tej cichej i głębokiej obecności, w której człowiek już niczego nie musi mówić, bo samo trwanie przed Bogiem staje się modlitwą. Przez lata ten wymiar psalmów był dla mnie zasłonięty codzienną rutyną. Aż w końcu przyszedł moment, gdy dotarło do mnie, że modlitwa nimi nie polega jedynie na rozumieniu kontekstów historycznych i kulturowych, znaczeń słów czy przeżywaniu ich emocjonalnie, lecz na pozwoleniu, by poprowadziły w miejsce, gdzie każde słowo ustępuje miejsca ciszy.

[…]

To nie jest przywilej zarezerwowany dla mistyków, pustelników czy zakonników. To przestrzeń dostępna każdemu, kto wchodzi w modlitwę z serca, z autentycznym pragnieniem spotkania. Kontemplacja nie jest nagrodą dla duchowych atletów, świętych i bezbłędnych, lecz raczej konsekwencją trwania przy Bogu, jak dziecko przy matce, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek, bez napięcia, bez presji. Wystarczy być i pozwolić aby Boża obecność nas przenikała.

[…]

Coraz mocniej przekonuję się, że w modlitwie wcale nie potrzeba wielu słów, by dotrzeć głębiej. Czasem wystarczy jeden psalm, jedno zdanie, a nawet jedno jedyne słowo, jeśli jest wypowiedziane z wiarą i porusza serce. To trochę jak z jedzeniem: można mieć przed sobą stół pełen potraw, a jednak zatrzymać się przy jednej czy dwóch, bo właśnie one sycą i ich smak pozostaje w pamięci na długo. Życie duchowe w tym względzie bardzo przypomina karmienie ciała. Niektórzy potrzebują zaledwie niewielkiej porcji, by poczuć się nasyceni, tak samo w modlitwie czasem wystarczy maleńki fragment Słowa, który staje się pokarmem na cały dzień. Bywa też, że nawet brak słów karmi duszę, jeśli jest przeżywany w świadomości Bożej obecności. Doświadczam tego szczególnie we wspólnocie 1W1, gdzie przez cały tydzień trwamy przy jednym psalmie, odmawiając go w duchowej jedności z innymi modlącymi się. Ten jeden tekst zatrzymuje mnie, nie szukam wtedy nowych myśli ani kolejnych fragmentów Pisma. Przeciwnie, pozwalam, by psalm wprowadzał mnie w ciszę. Z czasem odkryłem, że modlitwa psalmami może być drogą do modlitwy prostoty: nie mnożenia słów, lecz pozwalania, by jedno zdanie zapuściło w duszy głębokie korzenie”.

[…]

Wierzę, że tu kryje się najgłębszy sens modlitwy: nie w mnożeniu słów, lecz w coraz pełniejszym zanurzeniu się w Jego obecność. Nie w pobożnych uniesieniach, lecz w prawdziwym spotkaniu. Nie w technice, lecz w miłości. Czasem wystarczy jeden psalm, jedno zdanie, które stanie się bramą do kontemplacji – jeśli tylko pozwolimy mu mówić i prowadzić nas w głąb”.

Kwiatek, P. (w przygotowaniu). Lustro duszy. Psalmoterpia w Praktyce.

🟡 MODLITWA PSALMAMI I CZWARTE WIELKIE ODKRYCIE

„Istnieją w Kościele przepiękne formuły modlitwy. Litania do Serca Jezusa, różaniec, modlitwy świętych, akty strzeliste, koronka… każda z nich niesie w sobie doświadczenie pokoleń wierzących, próbujących nazywać to, co nienazwane. To jakby modlitewna pamięć Kościoła głęboka, sprawdzona i zanurzona w tradycji. A jednak, mimo ich duchowego bogactwa, mam coraz silniejsze przekonanie, które może zabrzmieć kontrowersyjnie, że tylko na pewnym etapie życia duchowego powinny one być głównym sposobem modlitwy. Oczywiście, nie chodzi o to, by je odrzucić. Te formy modlitwy pozostają ważne i cenne jak ślady stóp tych, którzy przeszli przed nami drogę wiary ale jednocześnie, dojrzewając duchowo, zaczynamy odczuwać, że ich funkcją nie jest zatrzymać nas przy sobie, lecz poprowadzić dalej.
I powiem coś jeszcze bardziej kontrowersyjnego: nawet modlitwa psalmami, choć przepiękna i natchniona przez Ducha Świętego (por. 2 Tm 3,16), nie powinna być ostatecznym celem życia duchowego. Psalmy nie są szczytem, lecz szkołą, są tylko i aż najlepszym kursem modlitwy. One mają nas nauczyć modlić się naszym życiem, naszą historią a nie jedynie historią Dawida czy innych autorów natchnionych.
To nie jest umniejszanie wartości psalmów, wręcz przeciwnie to uznanie ich pedagogicznej głębi. Psalmy to nie gotowe rozwiązanie, ale alfabet serca. Uczą nas języka, którym Bóg rozmawia z człowiekiem. Języka, który obejmuje całą gamę ludzkich uczuć: od zachwytu po rozpacz, od pokory po gniew. Ale alfabet nie wystarczy, jeśli nie zaczniemy nim pisać własnych zdań. Jeśli modlitwa ma być żywa, musi być ucieleśniona w naszym doświadczeniu.
Psalmy są jak pierwszy nauczyciel dojrzałej modlitwy oraz modlitwy, wymagający, wierny, obecny. Ale nadejdzie taki moment, gdy Bóg zaprosi cię, byś odważył się mówić do Niego już nie cudzymi słowami, ale swoim życiem. Byś zaufał, że On zna melodię twojej duszy, zanim jeszcze zaczniesz ją nucić. Czy to znaczy, że mamy zrezygnować z psalmów? Absolutnie nie. To właśnie one uczą cię, że modlitwa może być pełna sprzeczności, że można równocześnie wierzyć i wątpić, ufać i krzyczeć z rozpaczy. Psalmista woła: „Czemu, Panie, stoisz z daleka, w czasach ucisku się ukrywasz?” (Ps 10,1), a kilka wersetów dalej wyznaje: „Ty widzisz trud i boleść, patrzysz, by je wziąć w swoje ręce” (Ps 10,14). Taka jest modlitwa serca – nieprzewidywalna, szczera, pulsująca życiem.
Jednak życie modlitwy dojrzewa wtedy, kiedy zaczynasz odkrywać, że nie chodzi już tylko o słowa nawet jeśli są święte. Chodzi o to, by całe twoje życie stało się modlitwą. To oznacza, że wszystko dosłownie wszystko może być jej treścią. Styl, w jakim prowadzisz samochód, cierpliwość (albo jej brak) w kolejce do lekarza, niespodziewany uśmiech dziecka, rozmowa telefoniczna, która pozostawia w tobie niepokój, wieczorne zmęczenie, które nie daje się opisać, ale domaga się bycia usłyszanym. To właśnie wtedy zaczynasz rozumieć, że Duch Święty nie ogranicza się do wersów Pisma. On mieszka w tobie, w twoim chaosie i codzienności. To o tym mówi św. Paweł: „Podobnie Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26). Kiedy psalmy zaczynają z tobą oddychać, uczą cię, że ty sam jesteś psalmem. Że twoje życie, nawet nieidealne, nieuporządkowane, czasem absurdalne może być świętym tekstem, jeśli pozwolisz Bogu je czytać, bo On naprawdę nie szuka doskonałości i perfekcji a bardziej pragnie autentyczności.
Bóg nie pragnie tylko naszych słów, modlitw czy nawet naszych cnót. On pragnie nas całych – serc, które kochają Go całym sobą, nie tylko ustami, ale życiem. I właśnie dlatego psalmy są tylko i aż kursem modlitwy. Są alfabetem, z którego masz nauczyć się składać swoją własną modlitwę pisaną codziennością, przeżywaną wiarą, niepewnością, miłością i trudem”.

Kwiatek, P. (w przygotowaniu). „Lustro Duszy. Psalmoterapia w praktyce”.

„LUSTRO DUSZY…”

📘 Właśnie finalizuję ostatni rozdział książki 'LUSTRO DUSZY. PSALMOTERAPIA W PRAKTYCE’. Przed Wami kolejny fragment zapowiadający to wyjątkowe wydanie.

„Współczesna psychologia odkrywa to, co psalmista wiedział już tysiące lat temu. On nie zadowalał się zdawkowym westchnieniem ulgi. On wszystko nazywał i wszystko oddawał w górę. W psalmach odnajdujemy konkretne odniesienia do Bożych dzieł, do ludzkich doświadczeń, do wsparcia okazanego w trudnych chwilach. To nie jest abstrakcyjne dziękczynienie, lecz głęboko osobista relacja z Tym, do którego skierowane są słowa.

Wdzięczność z natury jest relacyjna. Nie zamyka się w myślach czy emocjach, ale kieruje się ku komuś jak podanie ręki albo uśmiech, który ma dokąd trafić. Buduje i zacieśnia więzi. Przypomina, że to, co mamy, nie wzięło się znikąd, że nie żyjemy na pustyni. Jesteśmy otoczeni dobrocią tą zwyczajną, codzienną, wyrażoną w prostych gestach bliskich, i tą większą, przekraczającą nas, którą wielu nazywa po prostu miłością Boga. Bo w świecie, który bardziej lubi narzekać niż dziękować, gdzie nagłówki mówią o kryzysach, wojnach, kolejnych „końcach świata” zwyczajne „dziękuję” staje się jakimś cichym aktem buntu albo lepiej: nadziei.

Psychologowie nie zostawiają tu większych wątpliwości. Wdzięczność naprawdę działa i to nie tylko ta wielka, za zwroty akcji w życiu, ale ta zwykła, codzienna. Za ciepłą herbatę wypitą bez pośpiechu, za wiadomość od kogoś, kto pamiętał, za to, że ktoś zrobił nam kanapkę, kiedy nam się nie chciało nawet wstać z kanapy. Robert Emmons i Michael McCullough już ponad 20 lat temu pokazali w swoich badaniach (2003), że codzienne notowanie kilku rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni, potrafi wyraźnie poprawić nie tylko nastrój ale wzmacnia poczucie szczęścia. Nie chodzi przy tym o żadne sztuczne „myślenie pozytywne”. Psychologia mówi wprost: wdzięczność to nie różowy filtr na życie, tylko konkretna umiejętność przełączenia uwagi z tego, czego nam brakuje, na to, co mamy. Z niedosytu na wystarczalność. I nagle ten sam kubek kawy przestaje być tylko kawałkiem porcelany staje się świadkiem poranka, który jednak przyszedł, mimo zmęczenia, lęku czy wiadomości z wczoraj. Nie trzeba od razu kupować nowego notesu i zaczynać prowadzić „dziennik wdzięczności” (chociaż można, jeśli ktoś lubi). Wystarczy kilka chwil w głowie, na głos, na spacerze, przy zmywaniu naczyń. Albo szybki sms: „Dzięki, że jesteś”. Bez patosu. Bez wielkich słów. Bo wdzięczność działa nawet wtedy, gdy przychodzi w zwykłych ubraniach. Kiedy dziękujemy, aktywują się te same obszary, które odpowiadają za przyjmowanie miłych niespodzianek. Jakby świat mówił: „Hej, masz więcej, niż ci się wydaje”. I chociaż sytuacja na koncie się nie zmienia, człowiek zaczyna się czuć… trochę bogatszy. Jakby coś w środku się prostowało. Wdzięczność chce być wyrażona. Nie tylko pomyślana, ale wypowiedziana do Boga, do ludzi, czasem nawet do samego siebie”.

👉 Kwiatek, P. (w przygotowaniu) „Lustro duszy. Psalmoterapia w praktyce”. Edycja św. Pawła.

Błogosławcie!

🔥 DUCHOWY AKT SPRZECIWU
✝️ #PsalmNaDzień
„Błogosławimy wam w imię Pana!” (Ps 129,8)

W świecie, gdzie każdy ma gotową ripostę i certyfikat eksperta od cudzych sumień, gdzie palce szybciej stukają w klawiaturę niż głowa zdąży pomyśleć – wezwanie do błogosławieństwa brzmi co najmniej dziwnie jeśli nie jak szaleństwo.

A jednak to właśnie dziś staje się ono palącą koniecznością: błogosław bliskich, błogosław obcych, błogosław nawet tych, którzy cię przeklinają. Nie dlatego, że to łatwe. Ale dlatego, że to jedyna droga, by zatrzymać spiralę nienawiści i pogardy. To nie słabość – to moc. Trudne? Bardzo. Ale z Jezusem – wykonalne. Bo to On mówi:

„Błogosławcie tym, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6,28)

🩵 PYTANIA DO SERCA:
👉 Czy twoje słowa bardziej leczą, czy ranią?
👉 Kogo dzisiaj najbardziej nie chcesz błogosławić – i co by się stało, gdybyś zrobił to właśnie teraz?
👉 Czy twoja złość jest jeszcze obroną – czy już więzieniem?

Błogosławieństwo to wybór – nie nastroju!
💡 Błogosławieństwo to duchowy akt sprzeciwu wobec kultury pogardy.
💡 Błogosławienie to nie luksus dla świętych – to ratunek dla duszy, zanim zatruje ją świat.

Błogosławionego dnia w łączności w 1W1.

„Bóg nie jest starą tapetą”

📕 I kolejny fragment książki „Lustro duszy” paragraf pt. „Bóg nie jest starą tapetą”.

„[…] Życie duchowe nie dzieje się w próżni. To nie jest luksusowa kategoria „dla wybranych” albo coś, co robisz „po godzinach”. To sposób bycia w świecie. W twoim bałaganie, w zmęczeniu, w niepewności co dalej. Kiedy nie wiesz, co zrobić z relacją, która się sypie. Kiedy boisz się o zdrowie, o dziecko, o przyszłość. Kiedy nie masz już siły się modlić, a jednak mówisz: „Idę. Nie sam. Idziemy”. W duchowości nie chodzi o uniesienia. Chodzi o wierność o to, że trzymasz się Jego, nawet wtedy, gdy nic nie czujesz, bo On nie odszedł. To nie On znika to my czasem przymykamy oczy. I może właśnie po to są „ciemne doliny”. Nie żeby nas złamać ale żebyśmy przestali ufać mapie, którą sami sobie narysowaliśmy i zaczęli ufać Temu, który zna całą drogę.

Bóg nie jest starą tapetą

A jak to wygląda w naszym świecie, między rachunkami, zbyt późnym metrem i kolejnym mailem z pretensją w temacie? Bo przecież duchowość to nie jest odklejony klimat z pustelni, tylko coś, co dzieje się na korytarzu w pracy, przy dzieciach drących się o ostatniego naleśnika, w samotnych wieczorach z pytaniem: „Co ja właściwie robię ze swoim życiem?” Spotykam ludzi, którzy latami trwają w tej samej formie: powtarzają te same słowa, te same schematy, te same modlitwy. Jakby Bóg był starą tapetą w pokoju babci: nie ruszać, bo się podrze. A przecież to pytanie jest proste i aż kłuje w plecy: czy Twoja wizja Boga dojrzewa razem z Tobą? Czy pozwalasz, żeby się odsłonił od nowa, głębiej, inaczej? Pamiętam, jak kiedyś sam pękałem z dumy, że mam wszystko obcykane. Teologia pewnych odpowiedzi i zero wątpliwości. Potem przyszło życie i nauczyłem się, że czasem największym aktem wiary jest przytulenie ciszy, czyli tzw. teologia apofatyczna Bóg, o którym więcej nie wiemy, niż wiemy” […].

„Lustro duszy. Psalmoterpia w praktyce” w przygotowaniu. Piotr Kwiatek

🩵 Serce Biblii


Jeśli ktoś kiedyś zastanawiał się, gdzie tak naprawdę znajduje się serce Biblii nie w metaforycznym, ale dosłownym sensie, mierząc po liczbie rozdziałów i wersetów odpowiedź może zaskoczyć. Otóż, jeśli weźmiemy całe Pismo Święte w jego tradycyjnym porządku i policzymy wszystkie rozdziały od Księgi Rodzaju po Apokalipsy, okaże się, że w samym środku, jakby w punkcie równowagi całej objawionej historii, znajduje się Księga Psalmów. A w jej wnętrzu nie przypadkowo – psalm 118. Ten psalm, przez wieki śpiewany w synagogach i kościołach, staje się nie tylko liturgicznym sercem duchowości żydowskiej i chrześcijańskiej, ale i symbolicznym węzłem, w którym splatają się tematy radości, cierpienia, uznania i, przede wszystkim, ufności.


To właśnie z tego tekstu Jezus czerpie słowa w jednym z najbardziej dramatycznych momentów swojego życia. Gdy mówi o sobie jako o „kamieniu odrzuconym przez budujących „Kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła” (Ps 118,22). To nie jest przypadkowy obraz, lecz jakby oś, wokół której obraca się cała narracja zbawienia. Odrzucenie, które na pozór wygląda jak klęska okazuje się początkiem czegoś nowego. Fundamentem, który nie jest budowany na sile, władzy czy skuteczności, lecz na słabości, pokorze, zaufaniu. To paradoks, który nie daje się objąć rozumem: to, co odrzucono, staje się centrum. To, co uznano za niepotrzebne, staje się niezastąpione.
Ale jeśli pójść jeszcze głębiej nie tylko do znaczenia tekstu, lecz do jego fizycznej lokalizacji odkrywamy coś jeszcze bardziej zadziwiającego. Otóż, jeśli policzyć wszystkie wersety w Biblii w połowie znajdziemy słowa „Lepiej się uciekać do Pana, niż pokładać ufność w człowieku” (Ps 118,8). To werset o ufności a nie apokaliptyczne objawienia, nie dekalog, nie kazanie na górze staje się jakby pulsującym centrum całej Biblii. To zaproszenie, które przebija nasze współczesne iluzje na wylot. W kim naprawdę pokładamy nadzieję? W politykach, którzy dziś obiecują, a jutro zapominają? W systemie, który działa sprawnie dopóki nie dotknie nas osobiście? W armii, która może chronić granice, ale nie serc? W postępie technologicznym, który daje nam sztuczną inteligencję, ale nie umie odpowiadać na pytanie: „Po co żyję?”? W sile, władzy, prestiżu, młodości, kreatywności, wiedzy… wszystko to, choć dobre, bywa ulotne. Jak piasek przesypujący się przez palce. A przecież każdy z nas, choćby tylko raz w życiu, odczuł, jak nagle wszystko może się zawalić choroba, utrata, zawód, samotność. I wtedy okazuje się, że żadne z tych „wielkich” fundamentów nie trzyma, gdy ziemia się trzęsie.


Psalm odpowiada jednoznacznie: nie, w Bogu. I to nie jako ostatnia deska ratunku, gdy wszystko inne zawiodło, ale jako pierwszy krok do prawdziwej wolności. To nie pobożna ozdóbka do powieszenia nad łóżkiem, lecz egzystencjalne stanowisko. Zaproszenie do odwrotu nie od świata, ale od iluzji, że muszę wszystko kontrolować, że muszę być silny, że muszę się dowieść. Ufność w Boga to nie ucieczka od rzeczywistości, lecz najgłębsze w nią zaangażowanie poprzez otwarcie się na To, co przekracza nasze możliwości. Psychologicznie rzecz biorąc, ufność to nie to samo, co naiwna nadzieja, że „jakoś to będzie”. To nie pasywna oczekująca postawa, lecz aktywny wybór czasem dojrzewający w bólu by oprzeć się na Kimś, kto nie zawiedzie. W kulturze, która ceni samodzielność, produktywność i sukces, takie przyznanie się do zależności od Boga może wydawać się słabością. Ale jest dokładnie odwrotnie. To akt odwagi, bo przyznać, że nie jestem wszechmocny, że nie mam wszystkiego pod kontrolą, że czasem nie wiem, co robię to nie porażka, lecz początek wolności. Jak dziecko, które w końcu przestaje udawać, że sobie poradzi, i pozwala się objąć. W Biblii ufność to nie emocja, lecz postawa i decyzja serca. To nie reakcja na dobre wyniki, lecz wybór w czasie niepewności. Przypomina to sytuację chorego, który pomimo diagnozy, pomimo bólu mówi: „Wierzę, że życie ma sens, nawet jeśli go teraz nie widzę”. To nie negacja rzeczywistości, lecz głębsze w nią wejrzenie.
Bóg, któremu ufamy, nie obiecuje życia bez krzyża. Nie gwarantuje, że wszystko się dobrze skończy przynajmniej według ludzkiej logiki. Ale daje sens nawet w cierpieniu. Daje światło, nawet gdy wszystko inne ciemnieje”.

– fragment z przygotowywanej książki „Lustro duszy. Psalmoterapia w praktyce. (Kwiatek Piotr).