Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
«Oto człowiek, który nie uczynił Boga swoją warownią. ale zaufał mnóstwu swych bogactw, a w siłę wzrósł przez swoje zbrodnie». (Ps 52,9).
Psalm rysuje portret współczesnego człowieka sukcesu. Portfel gruby, konto pełne, sieć kontaktów rozbudowana. Ale fundament? Piasek. Bo gdy przychodzi burza – choroba, strata, zdrada – okazuje się, że pieniądze nie przytulą. Konta bankowe nie dadzą sensu. Prestiż nie napełni pustki. „Nie uczynił Boga swoją twierdzą” – to nie oskarżenie, to opis mechanizmu. Gdy przestajemy liczyć na Boga, zaczynamy liczyć na siebie. I jest w tym coś uzasadnionego – pracujemy, oszczędzamy, zabezpieczamy rodzinę. Problem zaczyna się, gdy to staje się jedynym oparciem. Gdy więcej myślimy o emeryturze niż o wieczności. Gdy bardziej martwi nas spadek na giełdzie niż stan duszy. Jezus opowiadał o człowieku, który zbudował spichlerze na zboże i mówił do siebie: „Masz wiele dóbr złożonych na długie lata”. A Bóg rzekł: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy” (Łk 12,19-20). Psalm nie wzywa do ubóstwa. Wzywa do mądrości: niech twoja twierdza będzie tam, gdzie nic ci nie zabiorą.
Najlepsza twierdza nie ma murów z pieniędzy, tylko drzwi otwarte na Boga.
