Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Łaskawość Twoja, Panie, dosięga nieba, a Twoja wierność samych obłoków. (Ps 36,6).
Ten werset to jak oddech po dusznym pokoju. Psalmista przed chwilą malował portret człowieka owładniętego złem, a teraz nagle otwiera okno i wchodzi przestrzeń. Niebo. Obłoki. Nieskończoność. To nie jest poetycka ozdoba. To teologiczny cios: nawet wobec całej ludzkiej przewrotności, łaskawość Boga jej nie ulega i nie cofa się. Ona dosięga nieba, czyli nie ma granicy, do której by nie dotarła.
Jezus powiedział: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół… abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi” (Mt 5,44-45). To dokładnie ten sam obraz. Miłość bez warunków wstępnych, bez listy zasług. Dla człowieka przyzwyczajonego do transakcyjnych relacji – „dam, jeśli dostanę” – taka łaska jest wręcz trudna do przyjęcia. Wielu z nas nosi przekonanie, że miłość trzeba sobie zasłużyć. Psalm 36 rozsadza ten schemat. Boża wierność nie jest nagrodą za dobre sprawowanie. Jest faktem. Stałym jak niebo nad głową – nawet w chmurny dzień.
Łaskawość Boga nie jest odpowiedzią na twoją doskonałość. Jest rzeczywistością, która czeka, aż ją zauważysz.
