Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Bo mam przed oczyma Twoją łaskawość i postępuję w Twej prawdzie. (Ps 26,3).
Jedno krótkie zdanie – a zmienia wszystko. Po dwóch wersetach pełnych sądowego napięcia Dawid zdradza swój sekret. Nie mówi: „postępuję nienagannie, bo jestem silny”. Mówi: „postępuję, bo patrzę na Twoją łaskawość”.
Hebrajskie chesed – to słowo, które bibliści próbują tłumaczyć od stuleci i zawsze im czegoś brakuje. Łaskawość, miłosierdzie, wierna miłość, lojalność przymierza. Żadne z tych polskich słów nie oddaje pełni. Chesed to miłość, która nie odpuszcza. Która wraca, choć ma powody odejść. Która wybiera cię rano, mimo tego, co zrobiłeś wczoraj wieczorem.
Dawid mówi: mam ją „przed oczyma”. Dosłownie: leneged enay – „naprzeciw moich oczu”. To nie abstrakcyjna teologia. To codzienna praktyka patrzenia. Na co patrzysz rano, gdy otwierasz oczy? Na telefon z powiadomieniami? Na listę zadań? Na cudze życia w mediach społecznościowych? Dawid mówi: ja patrzę na miłość Boga.
I dopiero potem – „postępuję”. Kolejność jest kluczowa. Nie odwrotna. Nie: najpierw się poprawię, a potem Bóg mnie pokocha. Lecz: najpierw widzę Jego miłość i ona mnie zmienia od środka.
Jezus ujął to prościej: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5). Nie dlatego, że jesteśmy słabi. Dlatego, że źródło prawdziwego życia jest poza nami.
Pokaż oczom swojej duszy miłość Boga,
a nogi same ruszą we właściwym kierunku.
