Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
By mój wróg nie mówił: «Zwyciężyłem go», by moi przeciwnicy nie cieszyli się z mojego upadku (Ps 13,5).
Żyjemy w kulturze szklanego ekranu, gdzie każdy błąd jest natychmiast wyłapywany przez cyfrowy tłum spragniony cudzego potknięcia. Lęk przed tym, że inni będą „świętować” Twoją porażkę, potrafi sparaliżować bardziej niż sam kryzys, w którym się znajdujesz. Psalmista nie uprawia tu taniej dumy, on walczy o swoją godność – tę, którą Bóg nadał mu na początku, a którą świat próbuje mu odebrać przy każdej słabości.
Jezus na krzyżu słyszał dokładnie te same drwiny: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić” (Mt 27,42), stając się tarczą dla każdego, kto czuje na plecach zimny oddech „życzliwych” obserwatorów. Poczucie psychicznego zagrożenia płynące z osądu otoczenia znajduje tutaj swoją jedyną skuteczną odtrutkę: uznanie, że Twoja historia nie kończy się na tym, co widzą ludzie. Twoje zachwianie nie jest ostatecznym wyrokiem, ale momentem, w którym Bóg zaciska mocniej swoją dłoń na Twoim ramieniu. Nie daj satysfakcji tym, którzy mierzą Twoją wartość skalą Twoich potknięć, bo Twój fundament jest osadzony w Niebie, nie w opinii publicznej.
