Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
zamyślasz zgubę, twój język jest jak ostra brzytwa, sprawco podstępu. (Ps 52,4).
Ile potrafi zaboleć jedno zdanie rzucone mimochodem przy obiedzie, na zebraniu zespołu albo w komentarzu pod cudzym zdjęciem? Brzytwa jest cienka, więc tnie czysto: skóra rozchodzi się bez oporu, a krew pojawia się dopiero po chwili. Tak działa słowo powiedziane z wyrachowaniem: nikt nie krzyczy, nikt nie trzaska drzwiami, a ktoś wraca do domu z raną, której nie widać. Doeg zaczął od jednego zdania wypowiedzianego przed królem, a skończył na mieczu. Jezus daje do tego klucz: „z obfitości serca mówią usta” (Mt 12,34). Leczenie zaczyna się więc głębiej niż na języku, tam, gdzie rodzą się zazdrość, lęk przed niedocenieniem i głód bycia górą. Dobra wiadomość jest taka, że to samo ostrze w rękach chirurga ratuje życie.
Słowo, które rani, i słowo, które leczy, wychodzą z tej samej szuflady serca, więc wybieraj z dobrej.
