Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Szukałem Pana, a On mnie wysłuchał i uwolnił od wszelkiej trwogi. (Ps 34,5).
Strach paraliżuje. Zamyka usta, krępuje ciało, zamyka serce. Dawid bał się – dosłownie uciekał o życie. Ale zrobił coś, czego lęk nam zazwyczaj nie pozwala: szukał Boga. Nie czekał, aż lęk minie. Szukał w lęku. To klucz. Współczesny człowiek często myśli, że musi najpierw „dojść do siebie”, „uspokoić się”, „zebrać myśli” – a potem przyjść do Boga. Psalm mówi coś odwrotnego: szukaj Go teraz, w chaosie. Jezus w Getsemani modlił się w lęku – „pot Jego stał się jak krople krwi” (Łk 22,44). I Ojciec wysłuchał – nie przez uniknięcie krzyża, ale przez przejście przez niego. Wołanie do Boga nie gwarantuje, że problem zniknie, ale gwarantuje, że nie będziesz w nim sam. Dawid nie mówi „lęki zniknęły”, ale „wybawił mnie z nich” – to różnica. Wybawienie to nie brak problemu, ale obecność Boga w problemie. Wołanie do Boga w lęku to nie słabość – to najsilniejszy akt wiary.
Szukanie Boga nie zaczyna się od pewności – zaczyna się od odwagi,
by się odezwać w ciemności.
