Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Bo dniem i nocą ciążyła nade mną Twa ręka, język mój ustawał jak w letnich upałach. (Ps 32,4).
Człowiek potrafi przez lata grać rolę kogoś, kto „daje radę”. Uśmiechać się, funkcjonować, spełniać obowiązki — a jednocześnie wewnętrznie wysychać jak ziemia podczas suszy. Psalmista opisuje właśnie ten stan: nie tyle karę, ile życie w nieustannym napięciu, w którym serce jest oddzielone od prawdy o sobie. Bo najbardziej męczy nie praca, nie cierpienie, ale ciągłe udawanie, że nie potrzebujemy pomocy.
Boża ręka „ciąży”, ponieważ Bóg nie zgadza się na nasze życie w iluzji samowystarczalności. Dopóki uciekamy od prawdy, ciało i dusza zaczynają mówić językiem zmęczenia, drażliwości, pustki. To dlatego wielu ludzi doświadcza duchowego wypalenia nie wtedy, gdy za dużo kochają, ale wtedy, gdy próbują wszystko kontrolować i nikomu nie pozwalają wejść w swoje słabości.
Chrystus nie zbawił świata przez perfekcję, ale przez zaufanie Ojcu aż do końca. Największa przemiana zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje mówić: „poradzę sobie”, a zaczyna: „Boże, już nie umiem sam”.
Najbardziej wyczerpuje nie słabość, lecz ciągłe udawanie, że jej nie ma.
