Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Głos Pana zgina dęby, ogałaca lasy: a w Jego pałacu wszystko woła:«Chwała!» (Ps 29,9).
Nie wszystko, co w nas zostaje obnażone, jest od razu gotowe, by śpiewać. Czasem najpierw pojawia się wstyd. Bezradność. Cisza.
A jednak właśnie tam zaczyna się prawdziwa świątynia.
Bo „Chwała” nie rodzi się z tego, że wszystko się układa.Rodzi się wtedy, gdy przestajemy udawać, że sami damy radę.Kiedy już nie mamy czym się zasłonić – i zostajemy tacy, jacy jesteśmy.
Bóg nie czeka na idealne wnętrze. On wchodzi w to, co odsłonięte.
I z czasem dzieje się coś dziwnego: to samo serce, które jeszcze przed chwilą było napięte i zamknięte, zaczyna mięknąć… i cicho zgadzać się na Jego obecność.
Może właśnie to jest początek „Chwała”.
„Chwała” zaczyna się nie od siły, ale od zgody, by Bóg był obecny dokładnie tam, gdzie jesteś.
