Z dzisiejszego psalmowego newslettera:
Niech ześle tobie pomoc z świątyni i niech cię wspiera z Syjonu” (Ps 20,3).
Pomoc nie przychodzi znikąd. Ma swoje źródło. Ma adres. Psalmista mówi jasno — ze świątyni. Z Syjonu. Z miejsca, gdzie niebo dotyka ziemi. Współczesny człowiek szuka pomocy wszędzie — w poradnikach, aplikacjach, terapiach, technikach oddechowych. I dobrze. Ale jest jedno źródło, o którym zapominamy najczęściej wtedy, kiedy potrzebujemy go najbardziej.
Jezus powiedział kiedyś coś, co wywróciło myślenie o świątyni do góry nogami: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (J 2,19). On sam stał się świątynią. Pomoc „ze świątyni” to dziś pomoc od Niego — żywego, obecnego, bliskiego. Nie w murach katedry, choć i tam Go spotkasz. W Słowie czytanym o szóstej rano, kiedy dom jeszcze śpi. W Eucharystii przyjętej pośpiesznie przed pracą. W ciszy, którą sobie wydzierasz ze środka hałaśliwego dnia. Syjon nie jest daleko. Jest tam, gdzie pozwalasz Bogu być blisko.
