Druga książka z serii „Psalmoterapia w praktyce” LUSTRO PRZECIWNOŚCI oddana już do wydawcy, a oto fragment ze wstępu. Dajcie znać w komentarzu, czy czekacie na tę pozycję:
Ze wstępu:
„Gdzie szukam Boga?
Pamięć to przedziwny mechanizm. Zazwyczaj płata nam figle, przesiewa wydarzenia przez gęste sito i zostawia tylko jakieś strzępy, wyblakłe pocztówki z przeszłości. Ale są takie momenty, które zapadają w pamięć tak mocno, że czujesz ich zapach i ciężar nawet po wielu latach. Widzę to jak dziś: długi korytarz w starym domu rekolekcyjnym – ten specyficzny zaduch starego drewna wymieszany z wonią pasty do podłóg – i cisza, która aż dzwoni w uszach, przerywana jedynie rytmicznym szelestem habitów.
Stałem tam, próbując zebrać myśli, gdy podeszła do mnie matka przełożona. Przywitała mnie, ale już na samym wstępie, bez żadnych ceregieli, zaznaczyła: „Wie Ojciec, mam tu trochę trudny materiał formacyjny z tymi siostrami. Dużo między nimi napięcia, konfliktów, zawiść, wieczne pretensje, jakieś stare żale, ogólnie mówiąc: trudności relacyjne. To jest naprawdę ciężki kawałek chleba”. A ja, wtedy jeszcze pełen młodzieńczego zapału, rzuciłem z uśmiechem: „Spokojnie, siostro, damy radę, z Bożą pomocą jakoś to ugryziemy”. Ale w środku, tam głęboko w żołądku, czułem już ten specyficzny ucisk, który mówi ci, że zaraz wejdziesz prosto na pole minowe.
Kiedy weszliśmy do sali, powiedziałem: „Siostry, zacznijmy od modlitwy i oddajmy ten czas w ręce Bożej Opatrzności”, i uniosłem dłoń do znaku krzyża. „W imię Ojca…”. I wtedy stało się coś niesamowitego. Jakby ktoś pociągnął za niewidzialny sznurek… Wszystkie siostry jednocześnie odwróciły głowy w stronę krucyfiksu na ścianie. Synchronicznie, mechanicznie, niemal nabożnie odwróciły się od siebie nawzajem, żeby patrzeć na kawałek drewna. Ten ruch był czymś więcej niż tylko odruchem pobożności. To była potężna metafora naszej ludzkiej kondycji. Uświadomiłem sobie wtedy, jak o wiele bardziej bezpiecznie się czujemy, celebrując wiarę zwróconą ku symbolom, niż ryzykując odkrywanie jej w obliczu drugiego człowieka. Łatwiej jest przeżywać religijność wobec przedmiotów: krzyża, obrazu, figury czy zapalonej świeczki. Prościej jest przecież uklęknąć przed ołtarzem, niż usiąść naprzeciw kogoś, kto nas irytuje, i wytrzymać jego spojrzenie, jego historię, jego inność. Łatwiej podziwiać świętość na kolorowych witrażach albo w lukrowanych życiorysach, niż szukać jej śladów w sercu współsiostry z pokoju obok, która rano nie odpowiedziała „Szczęść Boże” czy „Dzień dobry”.
[…]
„Od terapii do transformacji
W pierwszej książce z serii Psalmoterapia w Praktyce – Lustro duszy – podzieliłem się z czytelnikiem pięcioma wielkimi odkryciami związanymi z modlitwą psalmami. Pisałem tam o egzystencjalnym czytaniu, które pozwala zobaczyć w historii Dawida swoją własną. O wymiarze paschalnym, czyli odczytywaniu psalmów przez pryzmat cierpienia i zmartwychwstania Jezusa. O ucieleśnieniu modlitwy, która nie zostaje tylko w głowie, ale schodzi do trzewi, do ciała, prowadząc do łez i drżenia rąk. O psalmach jako alfabecie modlitwy, czyli „aż i tylko” podręczniku do modlitwy naszym życiem. I wreszcie o kontemplacji, o tej drodze ku prostocie trwania, gdzie słowa stopniowo ustępują ciszy. Ale jest jeszcze szósty ważny wymiar. Ten, który przez lata sam odkrywałem po omacku, bo nikt mi o nim nie powiedział: wymiar terapeutyczny. Jednak od razu muszę powiedzieć, co przez to rozumiem, a czego nie rozumiem. Gdyż wielu ludzi, gdy słyszy „terapia duchowa”, wyobraża sobie jakieś cudowne uzdrowienie. Przeczytasz psalm, odmówisz Różaniec i depresja czy trauma zniknie, lęki odejdą. To tak nie działa.
Psalmy nie są cudowną tabletką, raczej działają jak długotrwała rehabilitacja po wypadku. Działają powoli, głęboko, często niepostrzeżenie. Czasem przez miesiące nic się nie zmienia, a potem nagle orientujesz się, że potrafisz oddychać w miejscach, w których wcześniej się dusiłeś. Chcę to powiedzieć jasno, bo zależy mi na uczciwości wobec siebie i innych: modlitwa psalmami nie zastępuje psychoterapii. Nie zastępuje leczenia psychiatrycznego i profesjonalnej pomocy, gdy jest ona potrzebna. Dojrzała duchowość nie konkuruje z nauką ani medycyną. Ona idzie obok. Czasem przed, czasem po, czasem razem. Jak dwie ręce jednego ciała”.
[…]
„Z czasem zacząłem rozumieć, że psalmy nie są jedynie terapią w sensie psychologicznym. Nie chodzi tylko o to, żeby lepiej się poczuć, przestać cierpieć, wrócić do równowagi. Psalmy prowadzą głębiej, do przemiany. Terapia psychologiczna pomaga funkcjonować. Jest ważna i potrzebna. Jednak duchowość idzie dalej. Zmienia nas od środka. Psalmy robią jedno i drugie. One pomagają przetrwać. Nazywają ból, dają język cierpieniu, przywracają relację z Bogiem w chwilach, gdy wydaje się zerwana. Ale równocześnie prowadzą dalej. Ku innym oczom, uszom i innemu sercu.
W psalmach nie chodzi tylko o to, żeby przestać bać się ciemności. Chodzi o to, żeby nauczyć się w niej widzieć Boga. „Nawet ciemność nie będzie mrokiem dla Ciebie: noc jak dzień zajaśnieje, a ciemność będzie jak światło!” (Ps 139, 12) To nie jest negowanie ciemności, ale zmiana perspektywy. To wiara, że Bóg jest tam, gdzie nam się wydaje, że Go nie ma. I to jest najgłębszy terapeutyczny wymiar psalmów. Nie psychologiczny, ale duchowy. Nie chodzi o to, żeby wrócić do tego, kim byliśmy przed kryzysem. Chodzi o to, żeby stać się kimś nowym. Kimś, kto przeszedł przez dolinę cienia śmierci i wciąż żyje. Kimś, kto zna smak rozpaczy i nie umarł. Kimś, kto nauczył się ufać nie dlatego, że wszystko jest łatwe, ale dlatego, że Bóg jest wierny. Nawet wtedy, gdy Go nie czujemy. Tradycja chrześcijańska mówi o przebóstwieniu, theosis. O tym, że celem życia duchowego nie jest tylko poprawa, ale przemiana. Stanie się tym, kim naprawdę mamy być – ikonami Boga. Psalmy są jedną z dróg do tej przemiany. Powolną, wymagającą, bolesną, ale prawdziwą.
Jedno czytanie psalmów nie usunie depresji. Traumy nie wyleczy jeden psalm. Psalmy nie sprawią, że wszystko nagle będzie dobrze, jednak jak nikt inny mogą towarzyszyć w procesie uzdrowienia. Mogą być głosem, gdy nasz głos milknie. Mogą być nadzieją, gdy nadzieja gaśnie. Mogą być modlitwą, gdy nie potrafimy się już modlić. I w tym właśnie tkwi ich moc. Nie w tym, że zmieniają rzeczywistość, ale w tym, że zmieniają nas”.
Już wkrótce!
Kwiatek, P. (2026). „Lustro przeciwności”. Edycja Świętego Pawła).
