Piotr Kwiatek OFMCap

Muzyka i psalmy

Ostatnie moje DOŚWIADCZENIE, kiedy kilka dni temu byłem w Białymstoku.

„Psalmy i codzienność

Czasem mam wrażenie, że Duch Święty wybiera sobie dziwne miejsca na natchnienia. Nie pustynie, nie rekolekcyjne kaplice, nawet nie te odświętne momenty, kiedy człowiek siada z herbatą i mówi sobie w duchu: „Teraz będę słuchał”. Nie. On często przychodzi tam, gdzie mruga dioda na interfejsie, a w tle słychać ciche buczenie dysku twardego. Jakby chciał powiedzieć, że skoro nasze życie tak właśnie wygląda, to On też się tam zmieści.

Od miesięcy pracuję z ekipą ludzi, którzy idą ze mną tą wspólną drogą modlitwy słowem Bożym nad muzycznymi wersjami psalmów. Chcemy dać psalmom nowy głos przez muzykę i obraz, osadzając je w dzisiejszej wrażliwości, w świecie, w którym żyjemy naprawdę. Korzystamy ze współczesnej technologii AI. Nie po to, żeby cokolwiek zastępować albo skracać drogę. Raczej po to, by stworzyć przestrzeń, w której to Słowo może wybrzmieć inaczej i dotrzeć tam, gdzie jeszcze nie było. Dla wielu ludzi to właśnie jest przestrzeń modlitwy, choć sami niekoniecznie tak by to nazwali. Siedzą w tramwaju, w słuchawkach, patrzą w ekran, przewijają świat. I nagle zatrzymuje ich jedno zdanie psalmu. Jedno uderzenie perkusji zsynchronizowane z oddechem. Jakaś melodia, która otwiera w nich coś dawno zasłoniętego. To nie jest ani religijna propaganda, ani modernizm doświadczenia religijnego, czy technologiczny eksperyment. Po prostu słowo Boże zaczyna oddychać w świecie, aktualnej kulturze, pędzie życia, którym każdy z nas oddycha.

W kontekście tego doświadczenia byłem w Białymstoku z wizytą u mojego brata bliźniaka, który wkłada w te muzyczne psalmy i wideo opracowania całe swoje serce, ogrom cierpliwości i tę niezastąpioną wrażliwość na szczegół, bez której nic z tego nie brzmiałoby tak, jak brzmi. Pewnego popołudnia patrzyłem, jak sztywnieje mu twarz, jak opadają ramiona, jak w oczach pojawia się irytacja, która nie jest jeszcze łzami, ale już nie jest spokojem. Kilka kliknięć. Jeden błąd. I wszystko zniknęło. Godziny pracy, dni. Usunął pliki, których nie wolno było usuwać. Nie z lekkomyślności, raczej z tego zmęczenia, które sprawia, że ręka robi coś szybciej niż świadomość. Była przy nim jego żona Ewa, z tym rodzajem napięcia, który mają ludzie trzymający czyjeś cierpienie gołymi rękami, choć wiedzą, że nie utrzymają go w całości. Byłem ja, bezradny jak każdy, kto stoi obok kogoś, kogo kocha, i nie ma absolutnie żadnego narzędzia, żeby mu pomóc. I cała ta sytuacja wydarzyła się właśnie w dniu, kiedy dzieliliśmy się muzyczną wersją psalmu 46 z innymi. Psalm, który znamy dobrze i słowa tysiące razy słyszeliśmy: „Dlatego się nie boimy, choćby ziemia zadrżała i góry zachwiały się w głębinach morza” (Ps 46,3), patrząc jak w teledysku góry się sypią i morskie fale są potężne. I wiecie co, wtedy jakby nikt z nas nie pamiętał, albo nie pozwolił tym słowom przejść drogę z umysłu do serca. Nie piszę tego, żeby kogokolwiek oskarżać. Raczej żeby nazwać coś, co znam z własnego doświadczenia. Tę przepaść między tym, co wiem, a tym, czym żyję. Między teologią, którą wyznają moje usta, a reakcją, którą produkuje moje ciało. I zastanawiam się, czy nie o to właśnie chodzi w duchowości ucieleśnionej. Nie o to, żeby pozbyć się tej przepaści raz na zawsze, bo to chyba niemożliwe. Ale żeby ją uznać. Nazwać. I powoli, cierpliwie, budować mosty.

Tamtego dnia odkryłem, jak łatwo traktować tekst psalmu jako coś pięknego, mądrego, nawet wzruszającego, ale wciąż bezpiecznie odseparowanego od codziennego życia. I jak trudno pozwolić, żeby zszedł o piętro niżej. Do ciała właśnie. Do emocji, które nie słuchają teologii. Walter Brueggemann, jeden z najważniejszych współczesnych badaczy psalmów, pisał o tym, że psalmy nie są tekstami do czytania, tylko do zamieszkiwania (Brueggemann, 2007). Nie chodzi o to, żebyśmy je rozumieli, ale żebyśmy w nich byli. Może tak właśnie działają psalmy. Są iskrami, które czekają na nas w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. W buczeniu dysku twardego. W trzasku błędu systemowego. W twarzy kogoś, kto właśnie stracił coś ważnego. Czekają, aż je znajdziemy. Aż pozwolimy im wejść.

Henri Nouwen, duchowy pisarz, który sam zmagał się z depresją i samotnością, pisał o tym, że modlitwa nie jest ucieczką od życia, ale zanurzeniem się w życie na innym poziomie (Nouwen, 1981). Nie chodzi o to, żeby zostawić za sobą emocje i wejść w jakąś sterylną przestrzeń ducha. Chodzi o to, żeby z tymi emocjami, z całym tym chaosem, stanąć przed Kimś, kto widzi i nie odwraca wzroku. To jest chyba najtrudniejsze. Nie uciekać od bałaganu do duchowości. Nie używać wiary jako narzędzia do ignorowania bólu. Ale przynieść ten ból do Słowa i pozwolić, żeby Słowo go dotknęło. Tam, gdzie naprawdę boli. Nie w jakiejś wyobrażonej wersji cierpienia, ale w tej konkretnej, tej dzisiejszej, z tym błędem, który właśnie popełniłem.

Psychologia mówi o czymś, co nazywa się oknem tolerancji (Siegel, 1999). To zakres pobudzenia, w którym jesteśmy w stanie funkcjonować, myśleć jasno, reagować adekwatnie. Kiedy stres nas wyrzuca poza to okno, w górę albo w dół, tracimy dostęp do zasobów, które normalnie mamy. Wiedza, którą posiadamy, staje się nieosiągalna. Przekonania, które zwykle nam pomagają, jakby przestają działać. Może dlatego psalm był tak nieobecny w tamtym pierwszym momencie. Ciało mojego brata było poza oknem tolerancji. Wyrzucone przez nagłą stratę, przez szok, przez falę złości i bezradności. W takim stanie najbardziej wyrafinowana teologia jest bezużyteczna. Bo głowa nie pracuje tak, jak zwykle. Bo wszystko, co mamy, to prymitywne reakcje przetrwania. I może właśnie dlatego potrzebujemy praktyk, które pomagają nam wracać. Nie wielkich gestów, ale drobnych kotwic. Oddech. Dotyk. Głos bliskiej osoby. Melodia, którą znamy. Słowa, które słyszeliśmy tyle razy, że weszły głębiej niż świadomość.

Brueggemann dzieli psalmy na trzy kategorie: psalmy orientacji, kiedy świat jest na swoim miejscu, psalmy dezorientacji, kiedy wszystko się rozpada, i psalmy nowej orientacji, kiedy po kryzysie rodzi się coś nowego (Brueggemann, 2007). I mówi, że najtrudniejsze dla współczesnych chrześcijan są właśnie te środkowe. Bo nie umiemy być w dezorientacji. Chcemy od razu przeskoczyć do rozwiązania, do happy endu, do wersetu, który wszystko naprawi”.

Z przygotowywanej książki „Lustro przeciwności”, Piotr Kwiatek OFMCap.